Travelbryci. Nowa "klasa próżniacza"

Każda niemal większa stacja telewizyjna umieszcza w swojej weekendowej ramówce program podróżniczy, kulinarny z elementami podróży lub choćby wysyła prezenterów w zakątki kraju czy świata. Kto wówczas stoi na pierwszym planie? To travelbryci. Przedstawiciele i esencja nowej "klasy próżniaczej"


Travelbryci to kategoria celebrytów, którzy z podróżowania uczynili swój wyróżnik spośród innych celebrytów. Podróże, które odbywają travelbryci są materiałem do opakowania i sprzedaży własnego wizerunku. Ekipa ma nakręcić dzielnego travelbryte przeżywającego zapierające dech w piersiach przygody, zarejestrować kilka mądrych zdań wypowiedzianych na tle jakiegoś zabytku lub krajobrazu, ale obowiązkowo także dostarczyć materiału dla reklamodawcy, sponsora. Liczy się wprost reklama, obecność logotypu jak i productplacement. To zazwyczaj osoby związane z mediami - prezenterzy, osoby prowadzące różnorakie programy, rzadziej artyści Podobnie jak inni celebryci żyją ze sprzedaży elementów swego wizerunku ale także sprzedają firmowane przez siebie gadżety, przyprawy, herbaty i oczywiście książki (pisane własnoręcznie lub przez ghostwriterów). Za te podróże płacą firmy- producenci przypraw, aparatów, kosmetyków itp. Travelbryta ma przygotowany przez producenta i reżysera scenariusz często też i gotowe kwestie. Nie musi zbyt wiele organizować gdyż załatwia to za niego ekipa i wynajęci ludzie -często to wśród nich znajdują się najlepiej merytorycznie przygotowani doświadczeni podróżnicy. Nie musi martwić się trudy i przygotowania merytoryczne do podróży gdyż dostaje niezbędną lekturę do samolotu.
Środowisko podróżnicze, osób które uważają się za ''prawdziwych'' podróżników patrzy na travelbrytów z pobłażaniem, czasem z zazdrością, czasem zażenowaniem. Katarzyna Mazurkiewicz podróżniczka i organizatorka festiwalu Terra o ile mi wiadomo użyła po raz pierwszy terminu „travelbryta” na określenie właśnie opisywanej wyżej grupy podróżujących celebrytów. Idealny typ ,,prawdziwego podróżnika'' powinien bowiem podróżować za własne pieniądze, które po prostu powinien mieć. Jeśli pisze książki prowadzi płatne pokazy to raczej w celu pokazania gdyż go o to poproszono aby podzielił się swoim doświadczeniem z innymi a nie dlatego żeby na tym zarabiać. Jest to oczywiście konstrukt idealny który w przyrodzie niestety nie występuje. ''Prawdziwi'' podróżnicy muszą niestety także dostosować się do reguł rynkowych. Przygotować profesjonalne zdjęcia filmy, nauczyć się opowiadać, sposobów prezentacji, opisać swoje przygody. Czy jednak ,,prawdziwi podróżnicy,, to aby nie ta sama kategoria osób które tylko odniosły mniejszy sukces?
Wydaje się ze kluczowe jest uznanie przez ,,społeczeństwo” celu podroży. ,,Prawdziwy'' podróżnik podróżuje ,,dla siebie”, dla „doświadczania” travelbryta zaś podróżuje ,,dla innych” Przywykliśmy iż doświadczanie jest wartością. A najwyżej cenionym doświadczaniem jest doświadczanie samo dla siebie- autoteliczne. Doświadczanie wyreżysreowane, „dla innych" to tylko lepiej lub gorzej wykonywane rzemiosło. Uznajemy, że celem podroży jest lepsze poznanie siebie a to jest zawsze czynnością intymną. Stad też travelbryci są doświadczającymi „nieautentycznie” bo według odcinkowego scenariusza według zalecę reżysera producenta, sponsora.
Krytyka trabelbrytów sięga nawet tego aby odmówić miejsca pisanym przez nich książkom w dziale „literatura” W komentarzach do recenzji książek podróżniczych jednego z portali ktoś napisał:



„Cejrowski, Wojciechowska, Pawlikowska? W dziale literatura? Ludzie, to nie ma nic wspólnego z literatura jak "Fakt" z dziennikarstwem. To są "travelbryci" a nie pisarze!


Dean MacCannel w książce “Turysta. Nowa Teoria Klasy próżniaczej” opisał, iż turysta kolekcjonuje doświadczenia „jak w rodzinnym albumie” I to właśnie owe wrażenia są -jak to określił Mariusz Czubaj - „towarem najbardziej pożądanym” gdyż można będzie o nich opowiedzieć znajomym. Jednak travelbryci wracają do wcześniejszego wzoru” - „leisure class” których cechami były m.in. elitarność, ostentacyjna konsumpcja (zjeść wykwintne lub dziwaczne miejscowe jedzenie, kupić miejscowe ekskluzywne towary), otaczanie się luksusowymi przedmiotami (najnowszy i najlepszy specjalistyczny sprzęt), sport, określony rodzaj ubrania (odpowiednich marek, „dedykowane do podróży”).
Ostatecznie travelbryci jednak zajmują się tylko jednym: sprzedawaniem marzeń o podroży i o lepszym, bogatszym w „doświadczanie” doskonalszym, pełniejszym i bardziej emocjonującym świecie... A kto nie lubi marzyć?
Trwa ładowanie komentarzy...