O autorze
Jestem absolwentem kulturoznawstwa na Uniwersytecie Śląskim i Etnologii na Uniwersytecie Jagiellońskim. Z wykształcenia i z pasji jestem antropologiem kultury, podróżnikiem, okazjonalnie pilotem wycieczek trampingowych do Azji oraz autorem artykułów i książek o
treści turystycznej. Prowadzę wydawnictwo AMART Media zajmujące się mapami turystycznymi.
oraz przewodnikami. Współpracuję z Muzeum Sztuki Współczesnej w Krakowie

Nobel w cieniu Tybetu

Ulica w Lhasie
Ulica w Lhasie Fot. M.K
W dniu ogłoszenia decyzji o przyznaniu Pokojowej Nagrody Nobla dla Unii Europejskiej warto przypomnieć napisany pół roku temu list laureatów owej nagrody, nawołujący władze Chińskie do podjęcia dialogu z Dalajlamą i Narodem Tybetańskim. Jak Unia odniesie się do przekazu Noblistów?

W apelu opublikowanym przez Instytut Lecha Wałęsy (założyciel Instytutu był sygnatariuszem listu) czytamy: „Naród Tybetański chce być słyszany. Od dawna dąży do uzyskania znaczącej autonomii na drodze negocjacji i poprzez wsparcie przyjaciół. Teraz staje do protestu. Międzynarodowa społeczność jest zaniepokojona sytuacją, w której Tybetańczycy, by pokazać swe niezadowolenie, uciekają się do tak drastycznych działań jak samospalenie.”
Pełna treść: http://instytutlechawalesy.natemat.pl/8687,laureaci-pokojowej-nagrody-nobla-prosza-prezydenta-hu-jintao-o-otwarty-dialog-z-tybetem



Sęk w tym, iż Dalajlama nie dąży do uzyskania „znaczącej autonomii”. Od dawne precyzowane są cele jakimi jest jedynie realna autonomia wynikająca z zapisów konstytucji CHRL. W obecnej sytuacji w której od miesięcy kolejni zdesperowani Tybetańczycy dokonują samospaleń trudno mówić, iż celem jest znacząca autonomia a raczej zaprzestanie fali represji.

Sytuacja w Tybecie jest niemal groteskowa. Władze prowadzą ze światową opinią publiczną grę w kotka i myszkę. W Lhasie stacjonuje garnizon liczący kilkadziesiąt tysięcy żołnierzy (nikt dokładnie nie wie ilu ich jest). Posterunki są rozstawione nawet co 100-200 metrów a w każdym z nich, pełni wartę przeciętnie od 5 -8 żołnierzy. W takich też grupkach nieustanie patrolują miasto. Przynajmniej jeden z nich nosi na plecach gaśnicę. W przypadku wizyty każdej istotniejszej delegacji ilość żołnierzy na ulicy redukuje się a część żołnierzy dla niepoznaki przebierana jest w dresy. Dla mieszkańców i dłużej przebywających w mieście osób sytuacja jest oczywista. Żołnierze wcale nie kryją się podczas przebierania w żółte sportowe dresy ani kiedy broń chowana jest do toreb treningowych lub pokrowców na rakiety tenisowe.

W centrum Lhasy żadne protesty nie trwają dłużej niż kilka minut, gdyż uczestnicy są natychmiast wyłapywani przez wojsko, policję lub tajniaków. Tybetańczycy nie mają żadnych, dosłownie żadnych możliwości wyrażania jakichkolwiek poglądów w formie publicznych zgromadzeń. Aresztowani są pod byle pretekstem lub bez powodu. Jeżdżące po mieście czarne samochody policyjnych oddziałów specjalnych sieją postrach – mieszkańcy miasta opowiadają, iż zdarza im się bez widocznego powodu „zgarniać” ludzi wprost z ulicy. Poznana Tybetanka opowiadała iż spędziła 2 tygodnie w więzieniu gdyż znaleziono w jej komórce zakazane zdjęcie Dalajlamy!
Nawet turyści są bacznie obserwowani i kiedy w tłumie zauważane jest nietypowe zachowanie zaraz pojawia się ktoś aby się temu przyjrzeć. Przebywając z Adamem Sanockim -znawcą spraw tybetańskich -w Lhasie w marcu 2010 roku doświadczyliśmy tego wielokrotnie. Teraz sytuacja wygląda jeszcze gorzej. Od 2009 roku około 54 osoby dokonały samospaleń. Obcokrajowcy są okresowo nie wpuszczani a represje wobec ludności tybetańskiej się nasiliły.

Czy nagrodzona Pokojową Nagrodą Nobla Unia Europejska może zmienić sytuację Tybetańczyków? Prawdopodobnie jest jedną z niewielu instytucji która może. USA pogodziło się z polityką prymatu interesów nad wartościami. Europejskie państwa narodowe także nie chcą się narażać Chinom w obawie o swoje interesy. Unia Europejska jednak jest instytucją z jednej strony na tyle silną (500 milionów ludzi) a z drugiej na tyle rozmytą, iż Chiny nie mogą w sposób znaczący na kimś konkretnym się „odgryźć”. Należy więc działać jako zbiorowość.Teraz należy sobie życzyć aby ośmielona nagrodą dyplomacja unijna pod przewodnictwem Catherine Ashton wraz z aktualną prezydencją słała serię wyraźnych komunikatów w stronę Pekinu. Tym bardziej, że trudno będzie bagatelizować laureata pokojowej Nagrody Nobla jednocześnie chwaląc się laureatem z dziedziny literatury.
Trwa ładowanie komentarzy...